Poszukiwałem zatrudnienia jako model
1. Z początku dążyłem do tego, pracować na wybiegu, poznawać młode koleżanki z branży i zrobić karierę u najbardziej szanowanych projektantów. Kilka miesięcy temu dostałem propozycję zaprezentowania się w sesji reklamowej jednej z firm produkujących wyroby z nabiału – jogurt, kefir, ser biały. Nie myśląc długo przyjąłem szansę. Studio fotograficzne znajdowało się w przytulnej kamienicy w centrum mego miasta. Schludne, z klimatyzacją, kompletnie przygotowane do rozpoczęcia ujęć. Przywitałem się z pierwszym fotografem, gościem od ustawienia świateł oraz makijażystką, która od razu zabrała się do roboty nakładając mi na twarz fluid i dobierając odpowiednie ubrania. Poinformowano mnie, że sesja, do której jestem zatrudniony mają być wykorzystane do reklam zewnętrznych oraz tych ukazujących się mediach drukowanych. Ich przedmiotem był jogurt bez dodatku konserwantów ani cukru stąd w scenografii znajdowały się chmury słońce, trawa łączone z naturą. Byłem fotografowany głównie z uśmiechem na ustach trzymając w dłoni łyżkę z porcją jogurtu, który jak na mój gust nie różnił się niczym od konkurencji. Byłem rozliczany z tego aby w jak najdoskonalszy sposób uzewnętrznić swój nieokiełznany zachwyt nad nowym towarem. Ja się podniecałem, a fotograf robił foto
3. Nic trudnego, a zajęcie świetnie płatne. Sesja zdjęciowa trwała około kilka godzin, w ciągu których skonsumowałem naprawdę dużo jogurtów (całe szczęście, iż nie był to smalec). Foty miały zostać poddane zmianom w fotoskopie, by zostać nadesłane do zleceniodawcy a po jego uprzednim zatwierdzeniu firma reklamowa miała utworzyć hasło reklamowe oraz przedstawić pozostałe plany kampanii reklamowej. Plakaty w gazetach i na ulicach ukazały się dopiero po kilkudziesięciu dniach od mojej sesji zdjęciowej, natomiast jogurt pojawiać się na półkach sklepowych krótko potem. Nie obchodzi mnie jak się sprzedawał, lecz przyznać mogę, że w tego rodzaju sesji wziąłbym udział raz jeszcze.